niedziela, 5 stycznia 2014

09. this is more than love


Data: 14 wrzesień 2013
Miejsce: Wielka Brytania, Londyn


*Rose*


Obudziły mnie promienie słońca, które próbowały przedostać się przez karmelową zasłonę.
Szybkim ruchem przykryłam twarz, czymś pod czym leżałam i zacisnęłam oczy.
Zapach, który dostał się do moich nozdrzy był taki kojący i uspokajający, że cały stres odszedł w zapomniane. Zapomniałam nawet o niemiłosiernym bólu, który czułam w dole brzucha.
Lekko uśmiechnęłam się wracając do wczorajszych zdarzeń po czym uśmiech gdzieś uciekł jak usłyszałam głosy z dołu.
Nie były to byle jakie głosy.
Zayn...
Justin...
Założyłam szybko swoją bieliznę i luźną, białą bluzkę, która leżała na podłodze i zeszłam na dół, przeczesując swoje długie włosy dłonią.
- Co tu się dzieje? -  spytałam z chrypą, a chłopacy z szybkością światła na mnie spojrzeli.
- Rose.. nic Ci nie jest? - mój brat jak zwykle był za bardzo opiekuńczy.
- Jak widzisz, stoję tutaj - odchyliłam dłonie od swojego ciała, ilustrując się.
- Martwiłem się. Bardzo. - podszedł do mnie i przytulił.
Zdziwiłam się, na ten gest i lekko odchyliłam od jego ciała.
- Szukałem cię..
- Tak naprawdę, jesteś tu bo.... - skrzyżowałam ręce na piersi.
- Vivien wyjeżdża.
- To nie jest pora na żarty. Jesteśmy wszyscy po imprezie, skacowani a ty mi pierdolisz, że ona wyjeżdża. Wracam na górę - odwróciłam się i zaczęłam wspinać na górę schodami.
- Rose, to nie jest żart. Ona wraca do Hiszpanii
- Co? - obróciłam się i spojrzałam na nich niedowierzająco.
- Wraca z jej bratem - Zayn spojrzał na mnie z troską.
- Po co? Po cholerę.. Ona nie może wyjechać - łzy zaczęły zbierać się w moich oczach. - Musimy tam jechać.. muszę się z nią zobaczyć.
- Dobrze, zabiorę Cię tam - Justin szybko wyprzedził Zayn'a, który również chciał coś powiedzieć. Spojrzałam raz na niego, raz na Malik'a.
- Ok - tylko tyle byłam zdolna odpowiedzieć.
- Chodź ze mną - Zayn pociągnął mnie za sobą do góry, a ja nie wiedziałam o co chodzi, ale nie stawiałam oporu. W pokoju wręczył mi szare dresy i nakazał mi je założyć. - Twoja sukienka nie wygląda najlepiej, załóż to, potem się przebierzesz.


*Vivien*

Pakowałam ostatnie rzeczy do torby, kiedy usłyszałam pukanie w drzwi.
- Ktoś do ciebie - głos Niall'a wyrzucił mnie z ciemnego świata w którym się znajdowałam i zaprowadził do miejsca z błękitnym niebem i zieloną trawą. - Vivien.
- Już - rzuciłam wracając do rzeczywistości.
Kiedy schodziłam na dół targając torbę z ciuchami zobaczyłam Rose, Zayn'a i Justin'a.
- Co wy tu robicie?
- Dlaczego? - zobaczyłam Rose w jakiś luźnych ubraniach, które zdecydowanie nie należały do niej.
W oczach miała łzy, a jej włosy były lekko potargane, jakby przed chwilą odbyła jakiś stosunek. W sumie.. musiałam ją o to zapytać, bo zniknęła na całą noc, przez co wszyscy się zamartwialiśmy.
- Tak będzie lepiej, Rose. Przepraszam - spojrzałam na przyjaciółkę i chciałam ją przytulić, ale mnie odepchnęła.
- Proszę, nie rób tego. Nie wyjeżdżaj. Nie zostawiaj mnie tu - płakała, a ja nie mogłam nic na to poradzić.
Uniosła głowę i spojrzała na Niall'a.
- To twoja wina. - zaczęła iść w jego stronę. - To twoja cholerna wina! Przez ciebie chce wyjechać!
- Rose! - rzuciłam torbę na ziemię. - To jest moja decyzja.
- A co z nim?! Przecież się kochacie.
Spuściłam głowę po czym zaczęłam zakładać buty.
- Vivien do cholery - odezwał się Justin.
- Przestańcie mi mówić co mam robić. To moje życie
- Nie możesz tego wszystkiego tak po prostu zostawić - powiedział Justin.
- Nie będziesz mi mówić, co mogę, a czego nie - naskoczyłam na niego, próbując nie wybuchnąć.
- Nie dla mnie, zostań dla mojej siostry. Jesteś dla niej jedynym oparciem - poprosił, patrząc na mnie.
Jego oczy na mnie źle działały, przez co skuliłam wzrok i spojrzałam w podłogę.
- Przepraszam, Rose - odwróciłam się do brunetki patrzącej na mnie z wyrzutem. - Przepraszam.. - powtórzyłam i wyszłam z domu.


*Rose*


- Może kurwa coś z tym zrobisz. Podobno ją kochasz. - spojrzałam na Niall'a, który przykucnął na ziemi.
- Amy powiedziała, że jestem ojcem jej dziecka. Ale ja z nią nie spałem. Nie całowałem się z nią, ale Vivien nie chce mnie słuchać. Tłumaczyłem, błagałem, ale Ona nie słuchała.
- Może powinieneś wykrzyczeć to całemu światu Niall? Może powinieneś pokazać, że masz jaja. Naprawdę nie mam pojęcia jak to zrobisz, ale ona ma stąd NIE WYJEŻDŻAĆ. Jeśli wyjedzie, jeśli stanie choć jedną nogą w Hiszpanii załatwię to inaczej, Horan.
- Rose.. - Justin próbował mnie uspokoić, ale ja tylko wyrwałam swoją rękę z jego uścisku i wyszłam na zewnątrz, ale jej już nie było.
Usiadłam na schodku przed domem i płakałam.
Była moją jedyną przyjaciółką. Jedyną, która naprawdę mnie polubiła i chciała mnie poznać. Nie po to, aby zbliżyć się do mojego brata, ale żeby zrobić coś dla mnie. A teraz on wszystko odebrał.
Zaczynałam nienawidzić tego miasta jeszcze bardziej. Tego zespołu, który zabierał mi wszystko. Przyjaciół, brata, wrażeń i normalnego życia.
Pośpiesznie wstałam ze schodów i ruszyłam przed siebie do domu Zayn'a.
Może Vivien ma rację? Uciekanie od problemów jest najlepszym wyjściem? Może też powinnam się spakować i wyjechać. Wrócić do LA i żyć jak wcześnie?
Być nienawidzoną przez świat i przysparzać kłopotów mamie?
Skręciłam w prawo, w zupełnie nie znaną mi uliczkę.
Może ja po prostu nie powinnam wszystkiego tak dokładnie omawiać sama ze sobą.
Usiadłam na ławce i wyciągnęłam z torby paczuszkę tą od wczoraj.
Wpatrywałam się w nią przez dłuższą chwilę i rozejrzałam się, czy jestem tutaj bezpieczna. Nie było nikogo. Może to przez wczesną godzinę.
Tylko młoda kobieta biegła ze słuchawkami w uszach, nie zwracając nawet na mnie uwagi. Białą koszulką Zayn'a wytarłam ramię ławki i po chwili rozsypałam na niej biały proszek, po czym za jednym razem, pozbyłam się wszystkiego. Czułam jak się kręcę. Usiadłam na ławce, próbowałam oddychać, ale coś sprawiało, że nie mogłam. Potem słyszałam tylko jak ktoś mnie woła.
- Rose - poczułam jak ktoś mną szarpie.
- Przecież żyje - wymamrotałam.
- Co to było Rose?
- Było, ale się zmyło - niekontrolowanie się zaśmiałam.
- Rose, czy ty coś wzięłaś?
- Tylko na przeczyszczenie dróg oddechowych. - wstałam z ławki, ale po chwili z powrotem na nią opadłam.
- Gdzie jest twój brat? Gdzie jest Vivien?
- A propo Vivien. Nie wywieziesz jej stąd! Rozumiesz?!
- Nie zmuszałem jej do tego, sama do mnie zadzwoniła, że tego chce.. - zobaczył jak tracę kontrolę nad ciałem i znowu opadam. - Rose, do cholery jasnej, co wzięłaś?! - krzyknął, mocno mnie trzymając i patrząc mi prosto w oczy.
- Tylko troszeczkę proszku - wskazałam palcami na tyci porcję tego co wzięłam.
- Jedziemy do szpitala - powiedział, ciągnąc mnie za sobą, a ja się niekontrolowanie zaśmiałam.
- Jesteś aż tak wielkim idiotą? Wyślą mnie do psychiatryka! - powiedziałam, a on zrobił minę, jakby właśnie sobie to uświadomił.
- Racja, jedziemy do mnie - zmienił zdanie, nie przestając mnie ciągnąć.
- Mieszkasz w psychiatryku? - zaczęłam się śmiać, kiedy dostałam czkawki.
Jorge podniósł mnie z ławki.
- Rose tylko nie mdlej.
- Nie mdleje. Wiem gdzie jestem i wiem gdzie powinnam być. O a tam jest północ. - zaśmiałam się i spojrzałam przed siebie gdzie obraz w oddali totalnie mi się zamazał.
Widziałam jak ktoś do nas podbiega i dopiero wtedy rzeczywisty obraz powrócił.
- Coś ty jej dał?!
- Gdyby nie ja, już byś prawdopodobnie nigdy jej nie zobaczył! - Jorge krzyknął, a ja się znowu zaśmiałam.
- Jesteście zabawni - skomentowałam i poczułam jak ktoś mnie łapie z drugiej strony.
- Zostaw, zrobiłeś już wystarczająco - znowu wybrzmiał głos Jorge'a.
- Co ty możesz wiedzieć - rozpoznałam Zayn'a i tylko się uśmiechnęłam.
Chciałam coś powiedzieć, ale Jorge znowu mi przerwał.
- Wiem wystarczająco tyle, żeby wiedzieć, że nie jesteś dla niej odpowiednie i masz ją zostawić w spokoju, bo widzisz do czego to doprowadziło.
- Że niby to moja wina?! Jak już to ty za tym stoisz. Znam takich jak ty, a Ona powinna być bezpieczna bo na to zasługuje.
- Dlaczego decydujesz za nią?
- Halo chłopcy, bo wiece. Chyba zaczęło padać.
- Zostaw ją, zaopiekuje się nią lepiej od ciebie.
- Skąd możesz to wiedzieć. Nawet mnie nie znasz. - rzucił Zayn.
- A ty nie znasz mnie. - wziął oddech - Może niech Rose zdecyduje. - rzucił Jorge.
- Ale co? - uciekłam od tematu, skupiając się na deszczu, kiedy obydwoje na mnie patrzyli.
- Chodź do środka, zmarzniesz - Jorge pociągnął mnie znowu za sobą.
Lubiłam jak miał nade mną kontrolę.
Kiedy poczułam ciepło na mojej skórze, poczułam się znacznie lepiej, chociaż w środku nadal wszystko wirowało.
- Zayn, przepraszam, ubrudziłam Twoją koszulkę - wskazałam na brudne miejsce.
- Nie ma sprawy, kochanie - chciał zdenerwować Jorge'a i widocznie mu się to udawało.
- Rose.. - drugi spojrzał na mnie - chodź, chyba czas, żebyś trochę odpoczęła.
- Weźcie wy mi dajcie wszyscy święty spokój. - ruszyłam przed siebie szukając jakiegoś schronienia.
Wpadłam bodajże do łazienki i przekręciłam klucz.
Słyszałam jak ktoś próbuje dostać się do środka, ale zamknięte drzwi nie ułatwiały mu dostępu do mnie.
Szamotanie za drzwiami ustało, a ja słyszałam jedynie czyjś oddech za drewnianą płytą.
Ciche pukanie.
Nie wiem czemu, ale gdzieś w głębi liczyłam, że będzie to Zayn.
- Rose - tak to zdecydowanie głos Malik'a. - Rosie... - szepnął.
Otworzyłam drzwi, ledwo dotykając klamkę palcami z braku siły.
Wszedł do pomieszczenia i zamknął za sobą drzwi na klucz.
- Rose - przytulił mnie mocno do siebie, a ja zaczęłam płakać.
- Przepraszam - powiedziałam
- Za co? - spytał zdezorientowany kiedy ja podbiegłam do ubikacji i wszystko zwróciłam.
Podszedł do mnie i ogarnął włosy unosząc lekko w górę.
- Martwię się i ciebie. Ale... najgorsze jest to, że wiedziałem, iż jest coś z tobą nie tak, a ja po prostu uprawiałem z Tobą seks, jakby nigdy nic.
- Zayn - wyszeptałam odchylając się od ubikacji i podchodząc do umywalki obmyłam twarz zimną wodą. - Nic co się działo w nocy nie było przymusem z twojej strony. Zrobiliśmy to i... ja nie żałuję.
Odwróciłam się i powoli do niego podeszłam, zarzucając ręce na jego szyję.
- Nie chcę być coś ci sie stało.
- Tak. Zdaje sobie z tego sprawę Zayn. - uśmiechnęłam się.
- To powiesz mi dlaczego to robisz? - spytał troskliwie.
- To była ucieczka od rzeczywistości. Nie potrafiłam nic ogarnąć. Związek z Tobą..
- To moja wina - przerwał mi.
- Nie, Zayn. Nawet tak nie myśl - spojrzałam na niego. - To moja wina. To ja myślałam, że to pomoże, a widocznie nawet mój organizm nie uznał tego za dobry pomysł.
- Nie chce byś się odchudzała.
- Ale - uśmiechnęłam się. - Ja nie zmuszam się do wymiotów. Brałam narkotyki... - spojrzałam w dół.
- Ile to już? - uniósł mój podbródek.
- Dopiero 2 raz, może moje ciało było po prostu zmęczone ? Wczoraj było dobrze.
- Czyli chcesz mi powiedzieć, że byłaś na haju? Całą noc, którą spędziliśmy razem?
- Myślisz, że tak po prostu bym się na to zgodziła na trzeźwo? - spytałam, ale po chwili ugryzłam się w język, wiedząc jak bardzo może go to urazić.
Spuścił wzrok, a ja od razu zaczęłam żałować.
- Przepraszam.. - objęłam jego twarz w swoje dłonie. - Przepraszam, nie to miałam na myśli.
- Wiesz co, może faktycznie Jorge będzie lepszym kandydatem - powiedział i chciał wyjść.
- Nie to chciałam powiedzieć, Zayn. Pamiętam wszystko i niczego nie żałuję.


*Vivien*

Zatrzymana przez deszcz usiadłam na przystanku autobusowym. Założyłam kaptur na głowę i głośno westchnęłam.
- Coś się stało? - ktoś usiadł obok mnie.
- Nie twój zasrany interes.
Zachowałam się jak dziecko, ale byłam strasznie wkurzona na wszystko co w ten chwili oddychało w pobliżu 50 metrów ode mnie.
Tak miało być lepiej. W końcu nie patrzyłam na innych. Musiałam dbać o własne szczęście, o to czy to ja będę szczęśliwa, nie oni. Całe życie robiłam coś dla brata, dla Harry'ego, nigdy nie miałam czasu dla siebie i teraz musiałam to zmienić. Hiszpania zawsze w pewnym sensie dawała mi to szczęście, bo przypominała o tych beztroskich latach, kiedy wszystko było dobrze. Teraz miałam okazję do tego wrócić i się nie zatrzymam.
Pod przystanek podjechał autobus do którego wsiadłam.
Nigdy nie przemieszczałam się transportem publicznym, zważywszy na to, że sklep miałam pod domem Harre'go, więc nawet nie miałam pojęcia gdzie ten autobus pojedzie, albo gdzie mam wysiąść.
Zapomniałam nawet języka w gębie i nie miałam odwagi by spytać się chociażby kierowcy.
Usiadłam na jednym z wielu innych wolnych siedzeń i wpatrywałam się w to co zastałam za oknem.
Zaczęłam płakać, bo może jednak zaczynałam coś tracić. Zawodzę tak dużo osób, ale nie potrafiłam teraz na to patrzeć. Będę tęsknić, ale czas ruszyć.
Usłyszałam jak mój telefon dzwoni w mojej kieszeni. Wyciągnęłam go, ale kiedy tylko zobaczyłam na ekranie 'Niall dzwoni', kliknęłam czerwoną słuchawkę i znowu zaczęłam się wpatrywać w krajobraz za oknem.
- Przepraszam - zawołałam kobietę obok. - Gdzie ten autobus zmierza? - spytałam.
- Centrum, zatrzymuje się przy parku, lotnisku..
- Dziękuje bardzo - starałam się uśmiechnąć.
Miałam po prostu głupie szczęście, wiedząc gdzie wsiąść. Teraz już nie mogłam się odwrócić.
Mój telefon za wibrował ponownie, a ja spojrzałam na ekran. Wiadomość od Niall'a. "Nie rób tego... proszę"
Chciałam mu odpisać, ale po chwili stwierdziłam, że to nie ma sensu. Mógłby mnie wtedy znaleźć a ja tego nie chciałam.
Wytarłam policzki rękawem bluzy, którą miałam na sobie i schowałam telefon w spodnie.
- Wszystko się kiedyś kończy - próbowałam się uśmiechnąć, ale to jedynie pogorszyło mój stan i już oo chwili płakałam jak nowo narodzone dziecko.
Powód? Może tak naprawdę nie chciałam stąd wyjeżdżać?
Ale musiałam. Tak postanowiłam i tak zostanie.
Autobus się zatrzymał i ja zauważyłam, że to mój przystanek. Wzięłam swoje rzeczy i szybko opuściłam pojazd, który już po chwili znowu ruszył. Skierowałam się w stronę wielkiego budynku i szybko odnalazłam kasę. Sprawdziłam najszybszy lot do Hiszpanii, który był dopiero za kilka godzin.
Trudno. Może warto zaczekać.
Usiadłam na jednej z ławek, czekając na swoją rozprawę, która miała się odbyć dopiero za 2 godziny.
Teraz musiałam tylko cierpliwie czekać.
Po krótkiej chwili nie wytrzymałam. Ludzie żegnali się, całowali, przytulali i płakali.
Wstałam i podążyłam do najbliższej łazienki. Stanęłam przed lustrem i spojrzałam na swoje odbicie w szklanej powłoce.
Podpuchnięte oczy, czerwone białka, blada skóra  i włosy rozrzucone na wszystkie możliwe strony.
- Wakacje? Beze mnie? - usłyszałam głos.
Przestraszona odwróciłam się i ujrzałam Niall'a, który trzyma w ręku torbę.
- Nie powinno Cię tutaj być - powiedziałam przerażona, a on do mnie podszedł.
- Nie, doskonale wiem gdzie chcę być. Chcę być wszędzie gdzie ty - powiedział, ale ja się od niego oddaliłam.
- Przestań, Niall. Wyjeżdżam, pogódź się z tym - trzymałam się swego, jednak wiedziałam, że w środku myślę całkiem odwrotnie.
- Jeśli jedziesz, to ja jadę z tobą. - lekko się do mnie uśmiechnął.
- Nigdzie nie jedziesz, Niall. - odwróciłam się do niego i oparłam o umywalkę.
- Vivien, przestań. Nie zostawię cię samą. Jesteś dla mnie wszystkim.
Spojrzałam na niego niedowierzająco.
- A co z twoim dzieckiem? Z twoją nową dziewczyną? Weź idź i załóż rodzinę chłopie, nie zawracaj sobie mną głowy, bo ja naprawdę nie chcę mieć twojego dziecka na głowie, które wypomina mi, że wychowało się bez ojca.
- To nie jest moje dziecko! - wykrzyknął, łapiąc mnie za ramiona i patrząc mi głęboko w oczy. - Nawet się nie całowaliśmy, co dopiero nie byliśmy razem w łóżku. Nie zrobiłbym Ci tego, Viv - powiedział, a łzy zebrały się w moich oczach, nawet nie wiem dlaczego.
Czy przez emocje czy przez własną głupotę, czy przez to, że tak bardzo mi na nim zależało, a byłam tak obojętna.
- Proszę, uwierz mi, bądź ze mną, zapomnij.
- Obiecałam mojemu bratu, że z nim pojadę - wymyśliłam na poczekaniu.
- Ale to tutaj w Londynie masz swoje życie i masz mnie - nie zrywał ze mną kontaktu wzrokowego.
- Niall.. - zaczęłam
- Nie. Żadne Niall. Żadne obiecałam. Żadne, ale ja już postanowiłam. Nie chcę cię stracić, naprawdę.
Nie wiedziałam czy to co mówi tak na mnie wpływa, ale czułam jak po moich policzkach leciało coraz więcej łez, których nie mogłam zatrzymać, choć bardzo chciałam.
- Skarbie, nie płacz. - przetarł dłonią mój policzek po czym chwycił za podbródek.
Nawet się nie zorientowałam, kiedy zaczął mnie całować.
Jego miękkie usta były tym, za czym zdążyłam zatęsknić. Zawsze kiedy o tym myślałam, słodki uśmiech pojawiał się na mojej twarzy, a motylki w moim brzuchu zaczęły wariować. Zawsze kiedy myślałam o nim, a potem o tym, jak mnie skrzywdził..
Wyzywałam go od najgorszych, bo nie chciałam dłużej tego czuć. Nie chciałam sobie z tym pogodzić. Mówiłam sobie 'Będzie lepiej, może zmądrzeje', ale potem szybko myślałam o nim, o nich. Wybrał ją, to jego wybór. Muszę się z tym pogodzić i kiedy tylko chciałam to zrobić, on znów stawał na mojej drodze.
- Niall.... Proszę. - próbowałam się od niego odsunąć.
- Vivien. Doskonale wiem, że tego chcesz. Tak samo jak ja.
Lekko mnie uniósł i usadził na blacie.
- Nie uciekaj od tego czego nigdy nie miałaś. Nie uciekaj od miłości..
- Wiesz jaki jest problem ? - zrobiłam się nagle pewniejsza. - Że nic o mnie nie wiesz.
Ale taka była prawda. Horan nie wiedział o całym moim życiu. Nie wiedział przez co przeszłam i przechodzę każdego dnia. Nie wiedział nic..
- To daj mi szansę Cię lepiej poznać - poprosił.
- Nie - odpowiedziałam szybko.
- Dlaczego? - spytał z nadzieją, jakby czekając tylko aż się zgodzę przez jego troskliwy głos.
- Bo na to nie zasłużyłeś - odpowiedziałam, wiedząc że go zranię, ale teraz mówiłam wszystko, żeby tylko sobie poszedł.
- Za każdym razem jak Cię całowałem, też na to nie zasłużyłem? Nie czułaś nic?
- Byłam zauroczona. Teraz jesteś dla mnie nikim i czas, żebyś odpuścił. - powiedziałam, schodząc z blatu.
- Vivien przecież ja wiem kiedy ukrywasz przede mną prawdę. I właśnie to robisz..
- Nic nie wiesz, Niall. Moje życie jest kłamstwem. Całe życie. - zaśmiałam się.
- Dlaczego wszystko utrudniasz?
- A co ty myślałeś, że rzucę ci się do stóp jak tu przyjedziesz? Myślałeś, że będziemy razem po tym wszystkim? Wczoraj miał być nasz dzień, ale to ty go zepsułeś. Nie udawaj, że nie wiesz kiedy to zrobiłeś. Nie udawaj, że nie wiesz CO tak naprawdę zrobiłeś.
- Wiem, że Cię kocham. Tylko to się liczy. Amy jest dla mnie skończona. Nie jest dla mnie nawet przyjaciółką, po tym wszystkim, rozumiesz? Nie ma jej i nie będzie. Gówno mnie obchodzi, co teraz wszyscy o mnie myślą, co myślą o niej. Ja mam jej dość i pozbyłem się jej na zawsze. Proszę, wybacz mi - nie tracił ze mną kontaktu wzrokowego.
- Kocham Cię, ale to nie zmienia faktu, że mnie zraniłeś. Nie daje drugiej szansy. Drugie szansy to gówno.
- Nawet jeśli jestem wyjątkiem? - spytał, zmieniając ton głosu.
- Nikt nie jest wyjątkowy.
- My jesteśmy. - znowu zaczął mnie całować.




chciałabym... chciałabym tak cholernie Was przeprosić. tak z głębi serducha..
dopiero teraz pojawia się rozdział, ale niestety mamy na to wytłumaczenie. nasza
szanowna międzynarodowa klasa wymaga od nas wiele więcej niż jesteśmy w stanie
z siebie dać. w dodatku zajęcia wyrównawcze po lekcjach są jak wisienka na torcie, kiedy
to możemy dowiedzieć się czegoś więcej niż na lekcjach w szkole. po za tym teraz semestr
się kończy i trzeba oceny trochę podnieść, a za chwilę znowu trzeba będzie brać się za
semestr drugi by jakoś w nim wypaść. 

nie będę pisać kiedy pojawi się następny bo nie chcę Wam robić nadziei bądź nie chcę Was
skłamać, ale coś na pewno się tutaj pojawi. 


do napisania, 
ginger.





niedziela, 17 listopada 2013

08. touch the sky


Data: 13 września 2013r.
Miejsce: Wielka Brytania, Londyn

*Vivien* 

Wielkie reflektory były rozstawione po całej sali i dawały wielkie, białe światło na wielki tort na środku i jubilata obok niego. Tęskniłam za jego dotykiem i będąc tutaj, patrząc na jego uśmiechniętą twarz, cierpiałam w środku, ale robiłam to tylko dla Rose i dla mediów, którzy interesują się każdą minutą mojego nędznego życia, a ja nie mogłam im pozwolić wygrać. Nie za taką cenę. 
Zaczęłam bić brawa, kiedy Niall zdmuchnął świeczki, po wymyśleniu własnego życzenia i uśmiechnęłam się samoistnie, kiedy ten spojrzał w moją stronę, a moje serce było z tego zadowolone, pragnęło o więcej, ale i wiedziało, że takie rzeczy to tylko moja wyobraźnia.
Jednak w środku wciąż było mi smutno, od naszej popołudniowej kłótni nie rozmawialiśmy ze sobą. Rose pocieszała mnie, że mu przejdzie i sam przyjdzie do mnie, ale jakoś nie chciałam w to wierzyć. 
Po spędzeniu z nim tylu czasu doskonale poznałam go i wiedziałam jaki jest i co może zrobić.
- Vivien. - ktoś mną potrząsnął. 
- Co? Co? - spojrzałam.
- Popatrz kto przyszedł. - moja przyjaciółka odwróciła mnie w stronę drzwi klubu.
Stanęła w nich Amy z wielkim uśmiechem. Miała na sobie czerwoną sukienkę, która podkreślała jej kobiecie wdzięki. Wysokie szpilki, które idealnie komponowały się z jej długimi chudymi nogami.
Czułam jak zapadam się pod ziemie, choć Rose miliony razy tego wieczoru mówiła mi, jak świetnie wyglądam. 
Przełknęłam głośno ślinę, wiedząc że to nie wróży nic dobrego. Szybko chwyciła w dłoń kieliszek z szampanem i zaczęła iść w kierunku solenizanta, który zdziwił się na jej widok tak samo jak reszta. Razem z moją przyjaciółką, podeszłyśmy bliżej, aby przypatrzeć się sytuacji, jak i zainteresowani całą konwersacją.
- Witaj, tatusiu - powiedziała do niego Amy z wielkim uśmiechem na twarzy, jakby miała z tego satysfakcję. 
Coś mi umknęło albo miałam przesłuchy i byłam idiotką, że właśnie nazwała go tatą.
- Co tu robisz, Amy? To zamknięta impreza - powiedział do niej Niall poddenerwowany.
- Widocznie słabo ją strzeżesz, tak samo jak swojego przyjaciela - spojrzała w kierunku jego spodni.
- O co ci chodzi? - Niall podszedł bliżej niej. 
O dziwo, słyszałyśmy każde słowo, które padało z ich ust.
Dziewczyna chwyciła jego dłoń i ułożyła na swoim brzuchu.
- Czujesz. To jest właśnie twoje dziecko, kochanie. - rzekła.
Nie miałam siły, by słuchać tego co ma do powiedzenia blondyn, czy tego co insynuowała mu dziewczyna. 
Mój świat zaczął wirować. Szybkim ruchem podałam Rose szklankę i zaczęłam zbierać się do wyjścia.
Podeszłam do nich i stanęłam tuż obok dziewczyny.
- Gratulacje. Będziecie wspaniałymi rodzicami. - rzuciłam. 
- Vivien, nie mam pojęcia o czym ona mówi - spojrzał raz na mnie, raz na swoją byłą przyjaciółką.
- Och, naprawdę Niall? Bo mi się wydaję, że jest całkiem odwrotnie - uniosłam swój wzrok. - Brawo, wygrałaś - skierowałam się do Amy i chciałam odejść, ale on mi przeszkodził, łapiąc mnie za nadgarstek. 
- To nie moje dziecko. Nigdy nie byłem z nią w bliskich stosunkach - zaczął się tłumaczyć. - Chcę testu na ojcostwo. 
- Widzisz? Gdybyś nigdy nie był z nią w bliższych relacjach, nigdy byś nie miał takich wątpliwości - przerwałam mu i wyrwałam swoją rękę.
- Może ciebie to bawi, ale mnie niekoniecznie. - wyrwałam się z jego uścisku i podbiegłam w stronę wyjścia.
Czułam jak grunt pod moimi nogami ucieka, jak gubię się w słowach, myślach. Powoli zapominałam o tym jak się oddycha.
Usiadłam na krawężniku i schowałam twarz w dłonie, poczułam jak powoli łzy zaczęły spływać po moich policzkach, a ja doskonale wiedziałam, że mój sen się tutaj kończy, a jedyne co mogłam to zrobić to... to powrót do Hiszpanii.
Wstałam z krawężnika i ruszyłam przed siebie by znaleźć brata i powiedzieć, że wracam. 
Zamiast go znaleźć, potknęłam się przy wysokich krawężniku i opadłam na chodnik. Łzy automatycznie zaczęły spływać po moich policzkach. Nic nie było tak, jak zaplanowała moja wyobraźnia. Chciałam odzyskać to wszystko, co zyskałam przez kilka dni. Chciałam znów czuć się ważna, a zamiast tego byłam na samym dnie koszmarów z którymi od dawna walczyłam. 
- Vivien? - usłyszałam męski głos nad moją głową i miałam głęboką nadzieję, że to on. 
Ten, który może mnie z tego wyciągnąć, chociaż tak bardzo go teraz nienawidziłam.
Męskie perfumy dotarły do mojej jamy nosowej, jednak nie należało one do tej osoby. 
Uniosłam głowę i zobaczyłam innego chłopaka, z którym miałam coś do wyjaśnienia, jednak teraz było to mniej ważne. Było czymś, o czym zapomniałam, bo tamten dawał mi to coś, co wyrwało mnie z transu problemów. Teraz one wszystkie powróciły.
- Justin..

*Rose*

Widziałam jak Vivien wybiega z klubu, chciałam biec za nią, ale mój brat mnie zatrzymał pokazując, że pójdzie za nią.
Oparłam się o blat baru pociągając ze słomki, różowy drink, kiedy ktoś stanął obok mnie.
- Próbowałaś kiedyś poczuć się, jakbyś latała? 
Odwróciłam się w tamtą stronę i ujrzałam młodą dziewczynę.
- O co chodzi?
- No wiesz. Biały proszek, który przenosi cię do raju. - zaśmiała się. 
- Nie bawię się w takie rzeczy - odpowiedziałam stanowczo. 
- Och, naprawdę? Nie masz dość tego wszystkiego, co cię otacza. Związek z Zayn'em to musi być wielka sprawa.  
- Skąd ty się tu wzięłaś? - zaczynałam się denerwować, a ona nadal stała przy swoim.
- Jestem tu, aby Ci pomóc - włożyła dyskretnie biały proszek pod moją torebkę i odeszła. 
Idiotka.
Wywróciłam oczami i dopiłam swojego drinka. Chciałam wstać, kiedy spod torebki prawie zrzuciłam produkt, który przed chwilą dostałam. Przez dobrą minutę zaczęłam się w nią wpatrywać, jakby była to kwestia życia i śmierci. 
Cóż.. była. 
Jebać teraz uczucia.
Chciałam być wolna. 
Wzięłam proszek, ściskając go mocno w dłoni i udałam się do łazienki, ocierając się o tańczących gości.
Zamknęłam się w jednej z kabin i usiadłam na toalecie. Nie mogłam tego zrobić. Albo przynajmniej tak mówiło mi moje cholerne sumienie.
W końcu jednak odważyłam się to zrobić. Przykucnęłam na brudnych kafelkach wysypując proszek na ubikacje, a później układając go w równej linii. Powoli nachyliłam się i zatykając jedną dziurkę nosa, wciągnęłam go do środka. Cóż pierwsze uczucie było dość nieprzyjemne, dlatego skrzywiłam się. Później jednak poczułam się nieco swobodniej.
Coś zaczęło się dziać. Coś czego nie znałam wcześniej. Coś przyjemnego, co pozwalało mi uciec od wszystkich problemów. Nagle one były dla mnie czymś błahym, czymś co nie miało dla mnie znaczenia. Zayn, Justin, ludzie ze szkoły z którymi powinnam się spotkać kilka tygodni temu. Teraz to nie było ważne. Byłam tylko ja, wolna od tego wszystkiego. Mogłam od tego uciec. Tak jak mówiła dziewczyna, czułam się jakbym od tego odlatywała. Jakbym siedziała na jakimś pięknym stworzeniu, z dala od ziemi i leciała pośród chmur. Szczęśliwa, że to jest gdzieś daleko mnie i mnie nie dosięgnie.
- Jesteś tutaj Rose? - ktoś zaczął walić w drzwi.
Wstałam z podłogi i poprawiłam sukienkę, chowając resztę białego proszku w folii w torebce.
- Tak? - uchyliłam drzwi i ujrzałam przed sobą Malik'a.
Znowu wróciłam na ziemię?
Jego twarz była trochę jakby rozmazana.
- To jak? - powiedział.
Zaczęłam się śmiać po czym oparłam o kabinę. 
- Rose, czy ty coś piłaś?
- Małego kolorowego drinka. Przez słomkę. Nawet różową! - uniosłam obie dłonie do góry.
Szybko mnie za nie złapał i spojrzał na mnie z troską.
Znowu się zaczyna. Jego bohaterstwo, które zawsze było najważniejsze.
- Zawiozę Cię do hotelu - powiedział i pociągnął mnie za sobą.
- Masz na myśli do domu, nie chcę wracać do tego gównianego hotelu.. - powiedziałam niezadowolona. 
- Ok, niech będzie. Pojedziesz dzisiaj do mnie - odparł pod nosem, a ja zaczęłam się cieszyć jak małe dziecko, które dostało lizaka. 
- Mogę Ci ładnie podziękować? - odwrócił się w moim kierunku, zaskoczony moją wypowiedzią. 
Zaśmiałam się głupio pod nosem i tym razem to ja wzięłam panowanie nad sytuacją. Kiedy tylko pociągnęłam go za sobą na zewnątrz i widziałam jak kamery są skierowane w naszą stronę, zbliżyłam się do niego i czule pocałowałam. Tak, jakby to miał być mój pierwszy pocałunek właśnie z nim. Tak, jak chciałam aby wyglądał mój pierwszy całus. Coś, czego nigdy nie zapomnę. Kierowały mną emocje, nie odpowiedzialność za swoje czyny. Byłam w siódmym niebie i nie chciałam tego zmieniać. Byłam w innym świecie.
Zayn odsunął się ode mnie i złapał mnie pod rękę prowadząc do samochodu.
Czyżby zbliżało się jakieś kazanie?
Posadził na siedzeniu i zapiął pasami.
- Nie poznaję cię Rose. Coś się stało? 
- Twój przyjaciel będzie ojcem! - zaśmiałam się ściągając buty i siadając po turecku. - Też chcę mieć dziecko. Córeczkę. - dotknęłam swojego brzucha. - Byłbyś fantastycznym ojcem. - zaczęłam na nowo zakładać szpilki. 
- Rose. - złapał mnie za rękę. - Nie poznaję cię. 
- Jestem Rose Bieber. - uśmiechnęłam się do niego. 
Wywrócił oczami i szybko skierował się na swoje miejsce kierowcy. Zapiął pasy i ruszył przed siebie. 
- Zayn.. - zaczęłam. 
- Co jest? - spytał skoncentrowany na drodze. 
- Jedź szybciej - powiedziałam do niego, a on zdezorientowany posłuchał mojego polecenia i już po chwili samochód był rozpędzony do prędkości bliskiej 200km/h. 
Zaśmiałam się niekontrolowanie, kiedy poczułam jak adrenalina znowu bierze kontrolę nad moim ciałem. Kochałam to. I uwielbiałam to, jak on siedział obok mnie.
Droga nie trwała długo i kiedy tylko znaleźliśmy się pod jego posiadłością, wysiadłam sama z samochodu, a dookoła mnie były ustawione aparaty z fleszem, które trafiały prosto na mnie. Zayn splótł nasze dłonie i wprowadził do środka. Kiedy tylko zamknął drzwi, zaczęłam go całować, bo wiedziałam, że teraz tylko tego pragnę.
- Rose - próbował odsunąć mnie do siebie, ale nie dawałam za wygraną. 
Złapał mnie za nadgarstki, po czym kawałek odsunął.
- Daj spokój. Chcesz tego od kiedy mnie poznałeś i nie udawaj, że nie. - zaśmiałam się. 
- Może i masz racje, ale nie chcę robić czegoś co będziesz później żałować. 
- Nie będę. - znowu się zaśmiałam.
- Rose.. 
- Oj Zayn! Może nie będę jutro pamiętać, to nie będziesz musiał mi tego mówić. Co ty na to? 
- Rose, proszę Cię. Daj mi spokój! 
Zdenerwował się, co mnie trochę zdziwiło, ale i zachęciło bardziej do działań.
- Zayn.. - podeszłam bliżej. - Chcę Ciebie, tylko Ciebie, wykorzystaj to - podeszłam bliżej i delikatnie musnęłam jego usta. 
- Nie, Rose. Nie będziesz tego pamiętać, nie zrobię Ci tego. - błagał.
- Pragnę Ciebie, tylko Ciebie - odpowiedziałam pełna swoich przekonań, kiedy pod wpływem jego ruchu, poczułam dreszcze na całym ciele. 
Moje ciało przywarło do jego, a jego usta delikatnie muskały moje, bojąc się odpowiedzi czy reakcji.
Jego mięśnie napięły się kiedy mnie uniósł, a ja oplotłam nogami jego ciało.
- Pragnę Cię poczuć. - powiedziałam cicho, ale on doskonale to usłyszał.
Zaczął całować moją szyję cicho mrucząc. Jego zarost delikatnie mnie drapał, ale czułam się taka wolna, taka jaką zawsze pragnęłam być.
Wniósł mnie po schodach i delikatnie ułożył na łóżku na którym pewnego poranka się obudziłam. 
Kołdra pachniała nim, a ja czułam jak moje ciało się odpręża. 
Jego usta wędrowały od moich ust ku mojemu dekoltowi, a mój oddech automatycznie się zwiększał z każdą minutą, kiedy pragnęłam go coraz bardziej. Rozpięłam dobrze jego koszulę, nie omijając żadnego guzika, który by mi to utrudnił, kiedy on zsunął ze mnie sukienkę i jego zimne dłonie dotknęły mojego ciała. Głośno westchnęłam, kiedy jego język znalazł się przy mojej prawej piersi, a ja wbiłam palce w jego plecy. Zaczęłam mu pomagać z rozpięciem spodni, które chwile potem wylądowały na podłodze i obróciłam nas o 180 stopni.
- Nie chcę tego żałować. 
- Żałuję wielu rzeczy i to na pewno nie będzie jedna z nich - zapewniłam go, a potem ogarnęły nas jeszcze większe emocje.
Moje ciało gwałtownie przywarło do niego, a nogi zadrżały. Czułam, że w każdej chwili mogą odmówić mi posłuszeństwa. 
- Mmmm... - zamruczał pożądliwie do mojego ucha, po czym posadził mnie sobie na kolanach.
- Do góry. - poinstruował.
Uniosłam biodra, a on zaciągnął moją sukienkę, aż do talii. Położył swoje duże dłonie na moich udach, lekko je rozchylając, tak że teraz zwisały po obu stronach jego kolan. 
Mój wzrok utonął w opalonej skórze jego torsu. Zaciągnęłam się powietrzem przez nos, gdy Zayn sięgnął po moją rękę. Przeniósł ją na swoje ramię, a za chwilę powiódł nią poniżej lewego obojczyka.
- Proszę... - powiedział, niemal błagalnie.
Puścił moją rękę, a ja ku własnemu zdziwieniu, nie przerwałam dotykać jego torsu. Mięśnie, kryjące się pod opaloną skórą, twardniały i napinały się pod dotykiem moich miękkich palców. Widziałam jak jego usta, lekko się rozchylają, kiedy przejechałam palcem wskazującym po jego sutku. Gorący oddech wydostał się z jego ust, gdy zjeżdżałam dłonią w dół jego klatki. Ostrożnie kreśliłam precyzyjne linie na jego brzuchu. Malik nie mógł oderwać ode mnie wzroku, kiedy zagłębiałam się w jego kształty. Z ciekawością podążyłam opuszkami palców do linii formującej się w literę V, pomiędzy jego biodrami. Mój dotyk jednak zastygł w miejscu, kiedy dotarłam do czarnej tasiemki, jego bokserek.
Odwróciłam twarz w jego kierunku, dając tym samym możliwość, by przywarł do mnie swoimi ustami.
Jego ręka zniknęła z mojego uda, potem usłyszałam głębokie jęknięcie, które za wibrowało w moich ustach. Odsunęłam się, by zobaczyć, jak palce Zayn'a pocierają czarny materiał bokserek. Miał zamknięte oczy, moje palce ostrożnie odgarnęły z jego czoła opadające włosy.. Mruknął cicho w odpowiedzi na mój dotyk i uśmiech pojawił się na jego twarzy.
Nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie. Był praktycznie bezbronny, kiedy przyglądałam się, jak przyciska w dół swoją dłoń.
Zbliżyłam się do niego i musnęłam jego usta, po czym obojczyki, zjeżdżając w dół. Dotarłam do linii bokserek i nie opierałam się dłużej. Zrzuciłam ciemny materiał jedną ręką, kiedy drugą miałam splecioną z jego palcami. Ułatwił mi to zadanie i sam zrobił to samo z moją bielizną. Tym razem to on obrócił nas o 180 stopni i nie wahał się dłużej. 
- Przepraszam, jeśli..
- Po prostu to zrób - poprosiłam i w tym samym czasie on znalazł się we mnie. 
Głośno jęknęłam pod wpływem jego wolnych ruchów, które z każdą chwilą się zwiększały. Jego lewa dłoń powędrowały ku mojej piersi, którą dodatkowo pieścił, a moje emocje przeszły wszelkie granice. Nie wiedziałam już czy to moja wyobraźnia czy sen, a może ta pieprzona rzeczywistość, która mnie prześladuje od dłuższego czasu. Nie mogłam teraz o tym myśleć, bo mogłam sie skupić tylko i wyłącznie na jego ruchach.
Widziałam jak jego oczy lekko się przymykają, jak czerpie z tego przyjemność. Ja miałam to samo. Czułam każdy jego ruch, kiedy poruszał się we mnie rytmicznie. Wiedziałam, że zbliża się kulminacyjny punkt w którym wszystko sie zatrzyma i skończy, choć oboje tego nie chcieliśmy.
- Jesteś taka piękna. - wyszeptał całując mnie we włosy. 
- Zayn... - szepnęłam kiedy dochodziłam.
Zbliżałam się i czułam jak za chwilę eksploduję, dojdę na sam szczyt.
I tak się stało. Zayn oddalił się ode mnie, opadając na poduszkę obok, kiedy nasze oddechy nadal nie mogły się uspokoić. Moje myśli nadal szalały dookoła tego, co właśnie zostało skończone, ale nie umiałam się teraz tym przejmować. Zaśmiałam się krótko, odwracając się w jego stronę.
- To zabawne, co właśnie zrobiliśmy - powiedziałam, a on się uśmiechnął.
- Dlaczego? 
- Bo właśnie dowiodłeś tego, że od początku tego pragnęłam, ale bałam się do tego przyznać. - nie kontrolowałam tego, co mówię, ale nie żałowałam też wyznania prawdy. Zasługiwał na nią, tak samo jak ja sama.
Wziął głęboki oddech i oparł głowę o rękę kładąc się na boku. 
Szybko przykryłam swoje nagie ciało czerwoną pościelą.
- Dlaczego? - spojrzał na mnie i przeczesał dłonią włosy ciągnąć za ich końce. 
Wyglądał tak seksownie,  miałam ochotę się na niego rzucić. 
- Ale co? - rzekłam spoglądając na sufit, nie mogłam na niego patrzeć. 
Peszył mnie swoim wzrokiem.
- To między nami... - jego seksowny głos odbił się echem w mojej głowie.
Wziął głęboki oddech i oparł głowę o rękę kładąc się na boku. 
Szybko przykryłam swoje nagie ciało czerwoną pościelą.
- Dlaczego? - spojrzał na mnie i przeczesał dłonią włosy ciągnąć za ich końce. 
Wyglądał tak seksownie,  miałam ochotę się na niego rzucić. 
- Ale co? - rzekłam spoglądając na sufit, nie mogłam na niego patrzeć. 
Peszył mnie swoim wzrokiem.
- To między nami... - jego seksowny głos odbił się echem w mojej głowie.
- Chyba.. - zawahałam się wędrując wzrokiem po pokoju. - Chyba udaje do Ciebie całą nienawiść, aby ukryć to, co się dzieje naprawdę - wyjaśniłam i spojrzałam mu w oczy, kiedy on delikatnie się uśmiechnął.
- Ale jutro znowu powrócisz do nienawidzenia mnie - odparł smutno i wiedziałam, że miał rację.
- Może tak, bo nie będę o tym pamiętać, ale to nie znaczy, że jestem zdolna okłamać swoje serce, które zawsze będzie o tym wiedzieć - odpowiedziałam, a on delikatnie mnie pocałował.
- Obiecuję, że nie będę Ci stawać na drodze, nie patrząc na to jak bardzo bym chciał to powtórzyć - obydwoje się zaśmialiśmy, po czym położyłam głowę na jego torsie i nieświadomie zasnęłam, kiedy on jeszcze kontynuował swój monolog.


*Vivien*

Bieber stał obok mnie, wpatrzony w moją twarzy.
Czułam ja jego wzrok, jego palące czekoladowe oczy, które jakby chciały wyczytać wszystko co kryje się we mnie.
- Co się stało, Vivien?
- Nic. - starałam łzy z twarzy i wstałam.
- Przecież widzę, nic przede mną nie ukryjesz. - złapał mnie za rękę.
- Justin.. Proszę cię. Nie utrudniaj mi tego wszystkiego.
- Nie utrudniam, chcę tylko pomóc. 
- Nie robisz tego, patrząc na to co się stało między nami! - podniosłam swój ton głosu, kiedy emocje przejęły nade mną kontrolę. 
- Spokojnie. Wiem, że ta sprawa z Niall'em jest dla Ciebie trudna..
- Ona nosi w brzuchu jego dziecko, Justin, kiedy w tym samym czasie mówił jak bardzo mnie kocha - wydukałam przez łzy. 
- Wierzysz jej?
- Ja już w nic nie wierzę. - uśmiechnęłam się sarkastycznie. 
- Vivien, może spróbuj porozmawiać z nim. Przecież cię kocha.
- Prędzej wyjechałabym od Hiszpanii, niż chciałabym z nim porozmawiać. I tak. Podjęłam decyzję. Wyjeżdżam. Nawet dzisiaj jeśli jest to możliwe. 
- Co? Dlaczego? 
Wyglądał, jakby się przejął.
- Tak, Justin. Ale na początku, chciałabym Cię przeprosić. Za ten pocałunek. Za wszystko. Przeproś również ode mnie Rose, bo zniszczyłam jej życie. 
- Nie mów tak, ona nigdy tak nie pomyślała - szybko zaprzeczył, ale ja wiedziałam swoje. 
- Gdyby nie ja, nie wpadłaby w tyle problemów czy nie weszła by butami do życia One Direction. To moja wina, bo zaczełam się z nią przyjaźnić.
- Nieprawda. To Rose, ona zawsze robiła wszystko co jest zakazane, żeby pokazać mi, że czasami też się liczy i to nie jest Twoja wina, a moja, że jej na to pozwoliłem. Ponieważ przez swoją sławę zapomniałem o tym, że jesteśmy rodzeństwem. Nie obwiniaj siebie. Cieszę się, że Cię poznała, bo dzięki temu widzę jak się zmienia - żadne jego słowo nie uspokoiło mnie bardziej, sprawiło tylko że rozpłakałam się jeszcze bardziej, bo wiedziałam jak bardzo będzie mi jej brakować. 
Przytulił mnie mocno do siebie, jak małe dziecko, które potrzebowało opieki.  Może właśnie teraz nim byłam ,bo nie wiedziałam co robić. Mój umysł mówił co innego, a serce co innego. Byłam rozdarta między dwoma wyborami, które przyniosą zmiany do mojego życia. W mojej głowie układała się lista plusów i minusów i kiedy miałam już podjętą decyzję, zawsze któraś ze stron dodawała coś więcej i znowu znajdowałam się w wielkim bałaganie.
- A teraz skarbie, muszisz coś zrobić. Wstaniesz i pójdziesz do Niall'a, dowiedzieć się prawdy. - powiedział.
- Nie, Justin. Nie zrobię tego. Nie ma mowy. Wolałabym, żeby Styles mnie pobił piędziesiąt razy niż to by porozmawiać z Horan'em. To się skończyło. Moje fantastyczne życie w Londynie się skończyło. Nic tylko wyjechać. - odsunęłam się od niego. 
- Viven, proszę przemyśl jeszcze to.
- Już podjęłam decyzję i nic jej nie zmieni.
- Jesteś tego na 100% pewna? - zapytał, a ja kiwnęłam głową.
- W takim razie nie zatrzymasz mnie przed zrobieniem tego - nie zdążyłam się zorientować co planuje, kiedy jego usta musnęły moje, a ja nie miałam nic do powiedzenia. Jego czuły dotyk przyprawiał mnie o motylki w brzuchu, a jego ciepłe ręce na mojej talii sprawiały, że miałam dreszcze na całym ciele.
Odsunęłam go od siebie łapiąc powietrze. 
- Justin, nie. Proszę. - zakryłam swoje usta lewą dłonią. - Ja go kocham. - łzy spływały po moich polikach.
- A ja zakochałem się w tobie.
Spojrzałam na niego, a moje oczy szerzej się otworzyły.  
- Czy ty wiesz co właśnie powiedziałeś? Zakochałeś się w osobie, której nie znasz, Justin. - wzięłam głęboki oddech.
- Wiem, Vivien. - podrapał się po karku.
Nie mogłam spojrzeć mu w oczy, zaczełam szukać jakiegoś punktu za nim, gdzie mogłabym utkiwć swój wzrok, kiedy dostrzegłam, że z klubu wychodzi Horan.
Zaczął szybkim krokiem iść w naszą stronę, a moje ciało zaczęło się trząść. 
- Vivien, wszędzie Cię szukałem.. - powiedział spokojnym tonem.
- Jak widzisz jest bezpieczna - powiedział Bieber nieśmiało się uśmiechając, na co ja spuściłam głowę bojąc się, że czegoś się domyśli. 
- Słuchaj, to nie jest prawda. Nie jestem w ciąży z Tą idiotką. Ona zmyśla, żebym zdobyć moją uwagę - uniosłam wzrok, kiedy był zmartwiony mówiąc to wszystko.
- Za późno, Niall. Wyjeżdżam do Hiszpanii, to już postanowione - odpowiedziałam bez wahania. 
- Dlaczego? - zadał to samo pytanie, co Justin kilka chwil przed pocałunkiem na wspomnienie którego się speszyłam.
- Bo nie chcę tutaj być! - podniosłam ton swojego głosu. - Obydwaj zrobiliście wystarczająco. Dajcie mi chociaż raz zrobić coś właściwego - dodałam i ruszyłam przed siebie ze łzami w oczach.
- Vivien ja cię kocham! - słyszałam za sobą głos Horan'a, ale ja szłam przd siebie z nadzieją, że to co nadejdzie. 
Babcia zawsze mówiła mi "carpie diem" więc właśnie to robię.

____________________________________

siemka. witamy przy kolejnym rozdziale, gdzie kolejne komplikacje i ciąg 
dalszy bohaterek, który mamy nadzieję, że Was zaskoczył. do zobaczenia 
przy następnym!

bardzo prosimy o szczere opinie, ponieważ jest to dla nas bardzo ważne! x

niedziela, 3 listopada 2013

07. don't let me go.



Data: 02 września 2013r.
Miejsce: Wielka Brytania, Londyn


*Vivien* 

Zalewałam właśnie herbatę dla Louis'a, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Ruszyłam w tamtą stronę i dostrzegłam listonosza.
- Witaj Cody. - uśmiechnęłam się.
- Dzień dobry, Vivien. - podał mi jak zwykle listy od fanek i poranną gazetę.
- Miłego dnia. - rzucił odchodząc od drzwi, po naszej krótkiej rozmowie.
Chwyciłam gazetę i zaniosłam ją do salonu podając Louis'owi wraz z jego ulubioną herbatę. 
- Widzę, że nie lubisz się ukrywać. 
- Co? - spytałam zaskoczona jego reakcją na artykuł znajdujący się na pierwszej stronie. 
- O co Ci chodzi? - on obrócił w moją stronę gazetę, gdzie było wielkie zdjęcie moje i Niall'a. Otworzyłam oczy tak szeroko, że niejeden obcy stwierdziłby, że zobaczyłam teraz jakieś ufo, kiedy było nawet gorzej. 
To ja i Niall. 
Niall i ja.
- Przecież Harry mnie zabije! - usiadłam obok niego, a do moich oczu zaczęły napływać łzy. 
- Spokojnie, Harry.. To Harry. - czułam jak Tomlinson masuje mnie po ramieniu.
- Tak chciałaś grać?! - do salonu wbiegł rozzłoszczony Styles w koszulce i spodniach dresowych.
- To nie tak. - zaczęłam wstając z miejsca.
- Jak już wspomniałem, jesteś dziwką, która puszcza się na wszystkie strony. - zacisnął zęby.
- Styles! Ugryź się w język. - Tomlinson stanął w mojej obronie.
- Nie, Louis. On ma racje. Zawsze byłam i będę dziwką. - po policzkach spływały mi łzy. 
- Nie - zaprzeczył Louis i spojrzał na Harry'ego. - A ty się uspokój! Może to dobry pomysł, żeby.. 
- Żeby co, Tomlinson?! - krzyknął na niego mocno zdenerwowany, ale nie usłyszał odpowiedzi, przez co tylko spojrzałam na nich, uważnie śledząc ich mimikę twarzy. 
- Żeby powiedzieć wszystkim, że Cię kocham, idioto! - podniósł głos Louis. - Użyłeś Vivien jak zabawki, którą nie jest! Ona jest człowiekiem ma uczucia, a ty po prostu wykorzystałeś ją jak kupon w sklepie. Przemyśl sobie parę spraw. Pomyśl o tym co zrobiłeś. Skrzywdziłeś ją. Skrzywdziłeś mnie. Krzywdzisz wszystkich na około. Siebie nie długo też skrzywdzisz.
Czułam jak nogi uginają się pode mnie, jak płaczę jak małe dziecko, kiedy Louis krzyczał na swojego partnera. Nie chciałam aby się kłócili, tym bardziej przeze mnie.
- Najpierw pomyśl, później działaj. - zdenerwowany Tomlinson złapał mnie za rękę i wyprowadził na korytarz, gdzie zaczął ubierać buty.
- Wychodzimy Vivien. 
Nie miałam nic do powiedzenia, więc nawet nie próbowałam się sprzeciwiać, bo wiedziałam, że robi to dla mnie. Mogłam mieć przez to kłopoty, ale skoro Louis zaczął działać, Harry od razu włączał swoje myślenie i zawracał sobie głowę tylko tym, co zrobić, aby go odzyskać. Żyłam z nim zbyt długo, żeby móc to zauważyć.



Data: 09 wrzesień 2013r.
Miejsce: Londyn, Oxford Street.

*Vivien* 

Stałam w przymierzalni i przymierzałam kolejną sukienkę, która zdaniem Rose była tą jedyną.
W każdej wyglądałam zbyt grubo, albo całkowicie źle przez mój małych rozmiarów biust.
Cieszyłam się na myśl tych zakupów, ale już po czwartej sukience, miałam serdecznie dość.
Rose przymierzyła tylko trzy sukienki i dosłownie po chwili wybrała swoją wymarzoną. Zazdrościłam jej tego. Była stanowcza i jeśli coś jej się nie podobało, to mówiła to od razu nie patrząc na konsekwencje.
- Przymierz jeszcze tą. - moja przyjaciółka podała mi sukienkę o nieokreślonym kolorze.
Westchnęłam głośno po czym zasłoniłam wielka czarna zasłonę. Nie skupiałam sie na niczym innym jak na tym, jak moje drobne ciało źle pasuje do danej sukienki, a brak piersi jest w niej idealnie widoczny. 
- Wybacz, Rose, ale i ta sie do niczego nie nadaje.. - odsłoniłam materiał, ale nie widziałam tam samej Rose. 
Jorge stał tam obok niej, podając jej granatowy materiał. 
- Chyba coś ci wypadło. Przy okazji, będzie na tobie ładnie wyglądać, Rose - podkreślił jej imię z uśmiechem. 
- W zasadzie to nie dla mnie, a.. - wskazała na moją zszokowana minę i nasze spojrzenia się spotkały.
- Jorge - wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
- Witaj siostrzyczko.  - uśmiechnął się jakby ten uśmiech miał zmienić to w jaki sposób go traktowałam. 
- Czego chcesz? Pieniędzy? 
- Chcę byś ze mną wróciła. 
- Ale ja nie chcę! - zasłoniłam czarną kotarę i zaczęłam ściągać z siebie sukienkę. 
Miałam ogromną nadzieję, że kiedy odsłonie ją ponownie, go już tam nie będzie.
Ten człowiek działał mi na nerwy bardziej niż ktokolwiek inny, a ja nie mogłam nic poradzić na jego głupotę. Policzyłam do 10, wzięłam głęboki oddech i odsłoniłam materiał. 
Miałam racje. 
Rose stała tam sama z uśmiechem na twarzy, patrząc na swoje stopy, a ja spojrzałam na nią głupio i szybko  do niej podeszłam.
- Dlaczego się tak głupio uśmiechasz? - spytałam zdezorientowana, a ona szybko na mnie spojrzała.
- Po prostu wyglądałaś przepięknie w tamtej sukience. 
- Powiedzmy, że ci wierzę. Ale i tak jej nie kupię. Źle się w niej czułam. Muszę mieć coś wygodnego co będę mogła założyć.
- Żeby Nialler mógł to później z ciebie zdjąć. 
- Przestań - zakryłam oczy.
Czułam jak staje się cała czerwona, i dosłownie zapadam się pod ziemie, gdzie znalazłabym poszukiwany spokój.
- Chodźmy szukać dalej, bo gadasz głupoty - pociągnęła mnie za sobą, a ja nie opierałam się tylko głośno zaśmiałam, przez co mój entuzjazm szybko ją zaraził i wydała z siebie podobny dźwięk. 
Kto by pomyślał, że ja Vivien, poznam kiedykolwiek taką osobę jaką jest ona i będę mogła ją nazwać swoją przyjaciółką. Całe życie mówiłam, że nie zasługuje na to, że nie mogę nikomu ufać. Miałam z tym problemy, a dzisiaj chodzę z nią po centrum handlowym i mogę jej powiedzieć wszystko.



Data: 13 września 2013r.
Miejsce: Wielka Brytania, Londyn

*Vivien*

Stałam przy kuchence, mieszając jajecznicę na dużej patelni. Obmyłam czerwonego pomidora pod zlewem i krojąc go w kostkę, dodałam do swojej potrawy. Wszystko doprawiam solem i pieprzem, po czym wyłączyłam gaz. 
W ekspresie zaparzyłam kawę i rozlałam ja do dwóch kubków. 
- Dzień dobry - usłyszałam za sobą, przez co podskoczyłam ze strachu. 
Nim zdążyłam sie odwrócić ktoś otulił mnie swoimi dłońmi wokół pasa.
Doskonale wiedziałam, że to Horan, który za pewne zwlókł sie z łóżka.
Chłopak zamruczał mi do ucha, po czym pocałował w szyje.
- Jesteś taka piękna. - powiedział a jego głos przypominał głos Boga greckiego.
Rumieńce pojawiły sie na moich policzkach. To niesamowite jak na mnie działał, a jego urok osobisty przyprawiał o motylki w brzuchu. To niesamowite jak umiał poprawić moje najgorsze przypuszczenia i zamienić je na coś całkiem odwrotnego. Na uśmiech na mojej twarzy, który tak długo sie na niej nie pojawiał. 
- Dzień dobry - powiedziałam gdy obrócił mnie przodem do siebie.
- Witaj - uśmiechnął sie i delikatnie musnął moje wargi swoimi ustami.
- Wszystkiego najlepszego. - odsunęłam sie od niego.
Zarzuciłam dłonie na jego szyje i spojrzałam w jego oczy. 
- Prezent dostaniesz wieczorem - zachichotałam.
- Nie wytrzymam do wieczora.
- Najpierw lepiej zjedz śniadanie i idź sie wykąpać. Musisz naszykować sie na imprezę. Długo dzisiaj pospałeś. - odepchnęłam go od siebie.
- Tylko pod warunkiem, że wykąpiesz się ze mną. 
- Spóźniłeś się, kąpiel mam już za sobą - odpowiedziałam i cmoknęłam w usta uciekając od niego w kierunku stołu. Usiadłam na swoim miejscu, on na swoim i wymieniając sie krótkim dialogiem, jedliśmy w spokoju śniadanie. 


*Rose* 

Przewróciłam sie na drugi bok, kiedy usłyszałam jak ktoś wchodzi do pokoju. Przykryłam głowę poduszką, nie chcąc słyszeć swojego brata. 
- Szykuj sie na imprezę - rzucił w moim kierunku. 
- Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale mam dość imprez - skomentowałam. 
- Twoja wątroba nie wytrzymuje? - zaśmiał się, a ja rzuciłam w niego poduszką, którą przechwycił w locie.
- Jest godzina 13, a ty wciąż gnijesz. Kacyk to twój najbliższy przyjaciel w owym czasie.
- Zamknij się! - przykryłam się kołdrą. 
- Przede mną nie uciekniesz, Rose - dodał i podszedł zrzucając z mojego ciała ciepłą kołdrę. 
- Możesz mnie zostawić w spokoju? - powiedziałam oschle. 
- Nie, miałem sie tobą opiekować.
- Co my tu dalej robimy tak naprawdę? Co z moja szkołą? - to głupi pomysł podając w moim przypadku szkołę jako argument, ale to jedyne co mi przyszło na myśl.
- Nie ukrywaj sie za szkołą. Przecież nie chcesz do niej wrócić i nie kłam. Rose znam cie tak długo, że wiem kiedy kłamiesz. Twoje źrenice robią sie mniejsze, a usta zaciskasz w dzióbek. Na dodatek twój głos robi sie piskliwy. - zaśmiał sie.
On doskonale mnie znał choć spędziliśmy ze sobą coraz mniej czasu. Nie chciałam sie z nim dzisiaj kłócić, nie miałam na to najmniejszej ochoty.
- Jezus,wyjdź stad do cholery!
- Wstawaj. O 5 wychodzimy, zamówię ci naleśniki - poinformował mnie, a ja tylko wywróciłam oczami i czekałam aż mój brat opuści pomieszczenie.
Kiedy tak zrobił, wygramoliłam sie z łóżka i spojrzałam w kalendarz. 
Początek września. Zamiast siedzieć na lekcji fizyki, świętuje urodziny Niall'a Horan'a. Już widzę te komentarze na mój temat przez co jeszcze bardziej nie chciałam wracać do Ameryki, ale z drugiej strony nie mogłam tu dłużej zostać. 
Miałam dość. 


*Vivien*

Rozczesywałam swoje włosy po raz setny, kiedy ktoś pocałował mnie w szyje.
Ciarki przeszły całe moje ciało i lekko sie uśmiechnęłam.
Odwróciłam głowę i zauważyłam Niall'a. Z jego blond włosów kapała woda, a jedyna rzeczą w która był odziany to czerwony ręcznik owiniętych wokół jego bioder.
- Wyprasowałam ci koszule - powiedziałam do niego od razu a on szybko spojrzał na mnie, przerywając swoje czule czynności. 
- Vivien, prosiłem cie o coś - jego ton głosu od razu sie zmienił.
- Nie rozumiem o co ci chodzi..
- Nie jesteś tutaj, żeby mi gotować, prasować, sprzątać czy robić chuj wie co jeszcze - zezłościł sie. - Nie pracujesz dla mnie. 
- Spokojnie, jestem przyzwyczajona - odpowiedziałam zgodnie z prawda. 
- Ale ja nie chce byś to robiła.
- Ale Niall zrobiłam to przy okazji. Nie gniewaj sie na mnie.
Niall usiadł na łóżko i oparł sie na dłoniach. Poklepał miejsce obok siebie. Wstawszy z miejsca przy lustrze i niepewnym krokiem ruszyłam przed siebie. Kiedy próbowałam usiąść obok niego, złapał mnie za dłoń i usadowił na swoich kolanach.
- Nie rób tego więcej - powiedział, a w jego oczach była widoczna złość. 
- Ale ja sie źle czuje w obecności bałaganu - broniłam sie nie tracąc z nim kontaktu wzrokowego. 
- Co jeszcze zrobiłaś? 
- Umyłam łazienkę, uporządkowałem wszystko w lodowce i.. 
- Vivien - podniósł głos. - Nie rób tego więcej! Nie chce tego, ok? 
- Co ci sie w tym nie podoba? To moja praca.
- Nie dla mnie! Jesteś moją księżniczka, nie sprzątaczką.
- Niall. To jest moje życie. To właśnie robiłam przez ostatnie kilkanaście lat, jestem do tego przyzwyczajona.
- Wolałbym jednak byś wzięła ze mną ten prysznic. Teraz nie zostawię cię nawet na chwile.
- Nawet do toalety nie mogę iść sama?
- Nie, Vivien. Bo znowu coś posprzątasz.
Szybko wstałam z jego kolan.
 - Jeśli tak bardzo ci to wszystko przeszkadza to może po prostu ja wyjdę. Wszystko będzie łatwiej. - rzuciłam i ruszyłam do wyjścia. 
- Vivien..
- Skończ - rzuciłam i wyszłam, nie czekając na odpowiedz. 
Byłam poddenerwowana jego zachowaniem. Wiedział, że to było coś, czym żyłam. Dzięki temu nadal mogłam sie utrzymać w tym wielkim mieście. Chciałam tylko pomoc, a on odbierał to jak jakaś karę którą na niego zesłałam.


* Rose*

Malowałam rzęsy, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
Był to albo Zayn albo ktoś z obsługi. Justin wchodził tutaj kiedy chciał, nawet wtedy kiedy tuż po prysznicu w samej bieliźnie szłam po ciuchy, których jak zwykle zapominałam.
Wstałam z krzesełka i ruszyłam do drzwi lekko je uchylając.
- Vivien? - zszokowana spojrzałam na swoją przyjaciółkę, które stała przed drzwiami w zmoczonych ciuchach i tuszem spływającym po jej policzkach.
- Pada. - odparła cicho.
- Chodź tutaj, trzeba Cię doprowadzić do porządku, zaraz wychodzimy - wzięłam ją za rękę, a ona się nie opierała i ruszyła za mną do łazienki. 
Zaczęłam ścierać jej policzki płynem do demakijażu i wiedziałam, że to nie tylko przez pogodę jej policzki są mokre, a makijaż znajduje się na całej twarzy. 
- Mów co się dzieje - nakazałam jej delikatnie, kiedy ona bawiła się swoimi palcami.
- Po prostu, ja zawsze chcę dobrze. Dobrze dla Niall'a, a On po prostu traktuje mnie jak porcelanę. Robię śniadanie, jest źle. Sprzątam łazienkę, jest źle. Prasuje mu koszule, jest źle...
- Vivien, słuchaj. Jesteś dla niego księżniczką, nie porcelanką. Po prostu martwi się o ciebie i wszystko co robisz. Boi się o ciebie.
- Ale ja chcę mu pomóc a nie zaszkodzić. - powiedziała cicho, wzruszając ramionami.
- Ja rozumiem, ale chłopacy tak mają, myślą po fakcie - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, a ona się cicho zaśmiała.
- Tak, twój brat też.. - ugryzła się w język.
- Co masz na myśli? - spytałam zaciekawiona, szukając tuszu do rzęs w swojej kosmetyczce.
- Jesteśmy przyjaciółkami, więc.. Pamiętasz zdjęcie twojego brata jak całuje jakąś dziewczynę? 
Dopiero po chwili przypomniałam sobie zdjęcie Justin'a na pierwszej stronie Londyńskich gazet. To właśnie przez tą dziewczynę mój brat chodził rozkojarzony przez ostatnie paręnaście dni.
- To byłam ja.
- WOW! Zwolnij. Ty zrobiłaś to zdjęcie? - oparłam się o umywalkę. 
- Ja byłam tą dziewczyną, Rose - zaprzeczyła, a ja otworzyłam szeroko oczy. 
Wszystko się zgadzało. Kolor włosów, okoliczności. Przejechałam po niej wzrokiem, a ona spuściła głowę. 
- Przepraszam, to wyszło samo z siebie..
- Nie masz mnie za co przepraszać - uśmiechnęłam się do niej lekko, mimo że tego nie widziała. - Myślę, że powinnaś przeprosić jego.
- Chodzi ci o Harr'ego, Niall'a, czy Justin'a, do którego nie odzywałam się od pamiętnej sytuacji? 
- Po pierwsze, powinnaś porozmawiać z Justin'em. To on chodzi rozkojarzony przez ostatnich parę dni i nie może się na niczym skupić. Wydaje mi się, że On po prostu narobił sobie nadziei. Albo jakby to grzecznie ująć, to ty zrobiłaś mu nadzieję, tym pocałunkiem. 
- Ale ja nie chciałam. Zrobiłam to pod wpływem impulsu, nie chciałam mu mówić, dlaczego wtedy byłam smutna i zdołowana, Rose. Po za tym... nie powiedziałam ci dokładnie wszystkiego z mojego życia.
- Czyli? - próbowałam na nią nacisnąć, żeby dowiedzieć się czegoś więcej, żeby tylko jej pomóc, ale ona ponownie spuściła głowę. 
- Nie teraz, impreza za chwilę. Obiecuję, że do tego wrócimy - wstała ze swojego miejsca i spojrzała w lustro. - Jesteś magikiem. Jak Ci się to wszystko udało zrobić w kilka minut? - spytała, a ja się sztucznie zaśmiałam, będąc daleko myślami przy naszej rozmowie. - Tylko mam problem.. - zaczęła. 
- Co? Jaki? 
- Nie mam sukienki. Nie mam nic. Po tej kłótni z Niall'em wybiegłam z domu cudem łapiąc bluzę. 
- Spokojnie. Moja szafa jest przed tobą szeroko otwarta - uśmiechnęłam się.
- Jesteś moim aniołem. - zachichotała.





chciałabym Was przeprosić. rozdział powinien pojawić się tydzień temu, ale
mam nie małe problemy w szkole jak i w domu. do tego wszystkiego brakuje
mi na wszystko czasu i jestem na skraju załamania nerwowego.. nie będę
Was zamęczać moimi prywatnymi problemami. niestety wszystko przesunęło
Nam się o jeden tydzień, jak widać i kolejny pojawi się za dwa tygodnie. 
przepraszam, bo zdaję sobie sprawę, że to wszystko to moja wina.


przepraszam,
nancy.

sobota, 12 października 2013

06. more complications


Data: 1 września 2013r.
Miejsce: Wielka Brytania, Londyn

*Rose*

Justin swoim ciemnym samochodem wjechał na prywatną posesje i zgasił silnik.
- Znowu masz te jedne ze swoich cichych dni? - zapytał mnie po tym jak po urodzinach Liam'a nie wymieniłam z nim ani słowa.
- Widocznie mam powód - odpowiedziałam odwrócona do szyby samochodu.
- Za co znowu jesteś zła? - spytał lekko poddenerwowany.
- Domyśl sie, podobno jesteś mądry - odpowiedziałam.
- Masz okres?
- Odpierdol się ode mnie. - wysiadłam  samochodu, kiedy mój brat zatrzymał samochód.
- Rose - również wysiadł z pojazdu i szybko do mnie podszedł.- Przestań się dąsać. Sama nawarzyłaś sobie tego piwa, to teraz musisz go wypić.
Otworzył przede mną drzwi i weszliśmy do wysokiego budynku.
Nie miałam pojęcia gdzie idziemy, więc w ciszy kierowałam się za nim.
Wsiedliśmy do windy i jechaliśmy dłuższą chwilę po czym wyszliśmy na 4 piętrze. Wielkie mahoniowe drzwi, które otworzyła wysoka blondyna z wielkim uśmiechem.
Wyczuwałam, że ten uśmiech zarezerwowany był dla Justin'a i po prostu chciała go poderwać, ale z nim było po prostu od jakiegoś czasu, coś nie tak.
Zachowywał się inaczej, a ja nie wiedziałam dlaczego.
Po chwili zza rogu wyłoniła się cała piątka chłopaków, którzy entuzjastycznie zareagowali na nasz widok.
Podeszli do nas i z każdym przywitałam się uściskiem.
O dziwo, Zayn nie zatrzymał się przy mnie na dłużej, jak to miał w zwyczaju. Ludzie z ekipy którzy nie wiedzieli o naszej umowie, dziwili się kiedy ograniczyliśmy się tylko do uścisku.
Był w złym humorze, co mu sie często nie zdarzało i zaintrygowało mnie to.
- Zabieramy się do pracy, mamy dużo do zrobienia - pospieszył wszystkich Niall, który jak zwykle był najbardziej podekscytowany z całej grupy.
Usiadłam na kanapie po drugiej stronie szyby, razem z ekipą i wyciągnęłam telefon z torebki, nie mając ochoty słuchać ani mojego brata ani piątki chłopaków, tylko robiłam wszystko i nic przeglądając internet.


*Vivien*

Gotowałam obiad, kiedy zadzwonił telefon.
Jak poparzona podbiegłam do niego prawie przewracając się o własne nogi.
- Halo - podniosłam słuchawkę i wróciłam do kuchni.
- Przywiozłabyś nam coś do jedzenia. Potrzebujemy porcji energii. - głos Harr'ego, który ta bardzo mnie wkurzał.
- Dobrze. Przywiozę - rzuciłam i zamieszałam sos łyżką. - Będę za pół godziny.
Harry bez słowa sie rozłączył bez słowa dziękuje czy jakiegokolwiek pożegnania co nie było już dla mnie dziwne czy niemile. To właśnie był Harry. Nieznośny i zapatrzony jedynie w swoje potrzeby i swoją osobę.
Westchnąłem i kontynuowałam gotowanie posiłku. Kiedy wszystko było gotowe, spakowałam do jednego koszyka komplet talerzy i sztućcy, a oprócz tego w jedna większa miskę spakowałam spaghetti i przykryłam je złotkiem.
Oprócz tego dorzuciłam jeszcze kilka jabłek i każdemu po puszce coli z lodówki po czym wzięłam klucze do jednego z aut Styles'a, którym pozwalał mi jeździć właśnie w takich potrzebach i już po chwili byłam na jednej z głównych dróg w Londynie.
Zatrzymałam się przed bramą do studia i po krótkiej wymianie słów z ochroniarzem, wyjechałam na posesję.
Wyszłam z samochodu i weszłam do budynku. Na czwartym mnie ta sama recepcjonistka co zwykle z wielkim sztucznym uśmiechem, który wymusiła z siebie. Jak zwykle różowa szminka, którą najwidoczniej nie umiała się malować.
Skierowałam sie do studia, gdzie byli chłopacy i otworzyłam drzwi.
W pomieszczeniu znajdował się Matt - producent muzyczny. W okół nie było nikogo innego, a jedyny dźwięk, który zaczarowywał moje uszy to jego głos, którego dostrzegłam za grubą szybą,
Był tak czysty i delikatny, że nikt nie mógł go zastąpić. Wciąż nie mogłam zrozumieć tego co było między nami, ale wiedziałam jedno, ten chłopak działał na mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Sprawiał, że czułam się wyjątkowa, tak jak nie mogłam się czuć przez kilka ostatnich lat.
Po moich policzkach z niewiadomego powodu zaczęły spływać łzy, które przysłaniały mi widoczność.
Szybko odwróciłam się na pięcie i ruszyłam ku wejściu przecierając oczy, kiedy nagle na kogoś wpadłam.
- Przepraszam.. - szepnęłam.
Ktoś mocno chwycił mnie za ramię i ścisnął.
- Zakochałaś się to teraz cierp. - wycedził przez zaciśnięte zęby Harry. - Przecież ból sprawia ci przyjemność. - zaśmiał się i puścił mnie.
Wypadłam na korytarz potykając się o własne nogi.
Biegłam w stronę windy, słyszałam jak Rose mnie woła, jak ktoś za mną biegnie, ale szybko zamknęłam się w szczelnej kabinie windy i ruszyłam w dół, w poszukiwaniu miejsca dla siebie.
Kiedy winda zatrzymała się na parterze, pobiegłam wzdłuż korytarza i usiadłam w kącie, wiedząc że tutaj mnie nikt nie znajdzie.
Jak on mógł się dowiedzieć, przecież byliśmy ostrożni. Przecież nie chciałam do tego dopuścić, bo wiedziałam, że to się tak skończy. Bałam się tego człowieka bardziej niż kogokolwiek innego na tym świecie. Bałam się, że to wykorzysta, że będzie mnie tak prześladował, a nie mogłam na to pozwolić. Mogłam teraz wszystko stracić, dosłownie. Bo nie byłam ostrożna. Bo byłam głupio zakochana i myślałam, że ujdzie mi to na sucho. 
Byłam idiotką.
- Vivien.. - usłyszałam nad swoją głową męski głos, przez co przestraszona podskoczyłam na miejscu i uniosłam głowę ku górze.
- Justin - z moich ust wydobył się szept, który mnie przeraził.
- Co się stało? Dlaczego tak uciekłaś? - powiedział i przykucnął na przeciwko mnie łapiąc mnie za ręce.
- Zostawiłam zupę na gazie. - szybko wymyśliłam jakieś kłamstwo i lekko się do niego uśmiechnęłam.
Nie mogłam pokazać mu, że płakałam czy też to, że Harry sprawił mi ból nie tylko psychiczny, ale też fizyczny.
Ramię za które złapał mnie chwilę temu piekło niesamowicie i doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że znajdę na nim dzisiaj wieczorem parę siniaków.
- Sweet heart.. - zaczął. - Wiem, że nie o to chodzi.
- Właśnie o to chodzi, Justin. Muszę już iść - chciałam wstać, ale on mi na to nie pozwolił, bo trzymając mnie za rękę, uniemożliwił mi tą czynność.
- On Cię znowu dotknął, zranił Cię? - zaczął mnie dopytywać.
- Nie, Justin.. - tylko tyle byłam w stanie wyszeptać przez łzy, które pojawiły się w moich oczach.
- Opowiedz mi, proszę.. - jego ton głosu w żadnym stopniu nie przypominał tego z wywiadów czy koncertów.
Był przepełniony bólem i troską. Był jak dobry przyjaciel, a ja nawet nie byłam pewna czy mogłam mu zaufać. Przecież był dla mnie jak obcy człowiek. Do tego był gwiazdą. Mógł to wykorzystać.
Wzięłam głęboki oddech i zamknęłam na chwilę oczy, po czym je otworzyłam.
Przybliżyłam się do Justin'a, wpatrując w jego czekoladowe oczy. Nie wiedziałam co zrobić, może spanikowałam, ale po chwili poczułam jego usta na swoich.
Tak pocałowałam go, by przestał gadać. By przestał zadawać pytania i po to by po chwili uciec.
Jak sądziłam jego nogi zmiękły i nie był w stanie nic zrobić, a ja w szybkim tempie opuściłam budynek, idąc na nogach, gdziekolwiek. Jak najdalej.


*Rose*

Siedziałam na kanapie, wyczytując w internecie głupoty na mój temat, jak to bardzo jestem zła spotykając się z ich idolem, jak głupia jestem nie doceniając tego, ile zrobił Justin, bla bla bla.
Zablokowałam swojego iPhone'a i zauważyłam, że za szybą znajduje się tylko Harry, Louis, Liam i Niall. Zabrakło Zayn'a.
Nie traciłam czasu, tylko ruszyłam z miejsca i wyszłam na korytarz, w poszukiwaniu swojego 'chłopaka'.
Weszłam do męskiej, przestronnej łazienki, gdzie Zayn stał przed lustrem.
Bingo.
- Zdajesz sobie sprawę, że to męska łazienka? - spytał, kiedy przekroczyłam próg drzwi.
- Zdajesz sobie sprawę,  że zachowujesz się jak kobieta w ciąży? - odbiłam piłeczkę, opierając się o ścianę i spojrzałam na jego odbicie w lusterku.
- Gdybym miał humor to już dawno bym cię tutaj przeleciał. - rzucił,  wycierając dłonie o purpurowy ręcznik.
- O co ci chodzi? - spojrzałam w jego oczy,  które wpatrzone były w moje, jedyne co nas dzieliło to to lustro na które oboje się patrzeliśmy.
- Odpuść. - szepnął.
Naprawdę go nie rozumiałam, raz wszystko było dobrze i żartował sobie ze mnie, a raz nie poznawałam go i jego wielkiego ego.
- Nie - odpowiedziałam szybko, a on wciąż się we mnie wpatrywał.
- Nigdy Ci nie zależało - powiedział zgodnie z prawdą.
- Nadal mi nie zależy..
- To co tu robisz? - spytał mnie, a ja właśnie zostałam złapana na kłamstwie. 
Ten chłopak mnie przejrzał, kiedy ja sama nie znalazłam jeszcze odpowiedzi na pytanie.
Damn it.
- Co się stało? - spytałam, chcąc mu pomóc.
- Nie ważne - oznajmił szybko i chciał wyjść, ale to ja mu na to nie pozwoliłam.
- Zayn, kochanie przecież jesteśmy razem a ja chcę ci pomóc. - powiedziałam.
- Serio Rose? Serio ?! Zbiera ci się na żarty w takich momentach? - odsunął się ode mnie i wyszedł.
Jak ten człowiek mnie denerwuje!
Poprawiłam włosy i wyszłam na korytarz kierując się w stronę studia. Miałam nadzieję,  że mój brat już skończył i będziemy mogli stąd jechać.
Jednak kiedy doszłam do studia, nie ujrzałam tam mojego brata tylko Malik'a, który już nagrywał swoją część kawałka.
- Gdzie jest mój brat? - spytałam Harry'ego, siedzącego na moim poprzednim miejscu.
- Nie wiem, nie wrócił jeszcze, a ma do nagrania jeszcze kilka wersów - wyjaśnił mi, a ja tylko wywróciłam oczami.
- Super - skomentowałam i wyszłam ze studia, czując jak Zayn odprowadza mnie wzrokiem, a w moich uszach pozostał dźwięk jego mocnego głosu.


Data: 2 września 2013r.
Miejsce: Wielka Brytania, Londyn

*Vivien*

Skierowałam się do łazienki, po czym szybko wskoczyłam pod prysznic. Nuciłam jakąś piosenkę, która utkwiła mi w pamięci i namydliłam ciało.
- Vivien! - usłyszałam głos Harr'ego pod drzwiami.
Opukałam się zimną wodą i owinęłam ręcznikiem, po czym wyszłam z pomieszczenia.
- Mówiłem ci, żebyś nikogo nie zapraszała do MOJEGO domu - powiedział naciskając na ostatnie słowa.
Nie rozumiałam o co mu chodzi, więc podążyłam za nim w stronę salonu.
Zamarłam, kiedy blondyn o dłuższych włosach uniósł na mnie swój niebieski wzrok.
- Witaj, Vivien - uśmiechnął się szarmancko. 
- Co ty tutaj robisz? - spytałam oschle, nie mogąc zrozumieć po co przyjeżdżał taki kawał drogi. Czyżby w celu zrujnowania mi tego, co udało mi się zyskać przez ten okres czasu? 
- Zabieram Cię do domu, moja siostrzyczko - uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- Nigdzie z Tobą nie jadę - byłam pewna swoich przekonań, ale na jego twarzy malowała się wygrana. Jak zawsze pewny siebie.
- Jeśli chcecie rozmawiać nie róbcie tego w moim domu. Za chwile będę miał gości.
Harry zawsze doskonale wiedział kiedy dodać swoje trzy grosze.
- Chodź, zapraszam na obiad - rzekł blondyn.
- Nie. Nie mogę. 
- Bratu odmówisz? - spytał mnie, przez co poczułam większe obrzydzenie, kiedy nazwał się moim bratem.  
- Idźcie w cholerę,  obydwaj - Harry się zdenerwował.  
- Miałam wam zrobić zapiekankę - wytłumaczyłam się patrząc na niego litościwie. 
- Zamówimy pizze, Niall się ucieszy. - na wspomnienie jego imienia poczułam dziwne ciepło na sercu.
Wiedziałam, że Styles powiedział to by zrobić mi przykrość. 
Nie chciałam widzieć się Horan'em i spotykać się z Jorge. Ale musiałam wybrać. 
- Daj mi chwile - machnęłam dłonią wpadłam do pokoju.
Założyłam na siebie jakieś ciuchy i wysuszyłam włosy. 
- Masz godzinę - rzuciłam do swojego brata kiedy wychodziliśmy z domu.


*Rose*

Spacerowałam ze swoim 'chłopakiem' jedną z główniejszych ulic w Londynie, gdzie na pewno pojawiają się fotoreporterzy. Trzymałam Zayn'a za rękę i uśmiechałam się szeroko mimo, że mój humor był całkiem odwrotny.  
Ludzie pytali o naszą miłość, a ja tuliłam się do jego klatki piersiowej, chowając w nią swoją twarz. 
- Pójdziemy coś wypić? Chcę porozmawiać - zaproponowałam, co wyszło by mi i jemu na lepsze. 
Poza tym musiałam go w końcu spytać o jego zły humor kilka dni temu.
Szybkim krokiem ruszyliśmy do pobliskiej kawiarni i usiedliśmy przy wolnym stoliku, w kącie pomieszczenia.
Zapach kawy unosił się w powietrzu, prosząc o chwilę uwagi. 
Malik wybrał zwykłe czarne mocne espresso, a ja postawiłam na zwykłą herbatę owocową, posłodzoną dwoma łyżeczkami cukru trzcinowego. 
- Więc.. co jest? - upiłam łyk. 
- Bo? - uniósł brwi i spojrzał na mnie.
- Jesteś taki dziwny. Nieobecny. Jesteś przy mnie ciałem, ale nie duchem, Zayn. - chciałam chwycić go za dłoń, ale on ją odsunął.
Spojrzałam na niego błagalnie, ale on miał spuszczony wzrok.
- Zayn, co się dzieje? Nie mam tak zimnego serca, jak może się wydawać - powiedziałam do niego tonem, jakim jeszcze wcześniej się do niego nie odzywałam.
- A właśnie tak się zachowujesz.. - skomentował tak samo chamsko, jak mówił o wszystkim przez ostatnie kilka dni. 
Wywróciłam oczami i chciałam wstać, ale on mnie złapał za rękę. 
- Nie, przepraszam. Nie odchodź - poprosił, przez co chwilę na niego spojrzałam i usiadłam z powrotem.
- Albo ze mną pogadasz, albo po prostu idę. Nie chcę siedzieć ci na głowie i zabierać twój cenny czas. - podparłam się na dłoni i spojrzałam w jego czekoladowe oczy. - Nie chcę trzymać cię na siłę. Tutaj ze mną.. Przecież wiesz, że możemy skończyć to od tak.
- Rose, to nie tak. - chwycił moją dłoń, a ja się wzdrygnęłam kiedy poczułam jego ciepłą dłoń na swojej. - Po prostu.. - wziął oddech, jakby szukając odpowiedzi, którą dokładnie znał.
Wydawało mi się przez moment, że Malik coś przede mną ukrywa. Lecz po chwili doszłam do wniosku, że nie. Szuka po prostu słów by wyjaśnić swoje zachowanie.
- W ostatnich dniach wszystko sie komplikuje. Mamy trasę, kawałek do nagrania, nasz związek do pokazania, kiedy tak naprawdę powinienem być z moja rodzina. Miałem do nich jechać, ale Paul wymyślił mi kolejne obowiązki. Jestem zły, bo to miała być niespodzianka. Miałem im kupić dom, chciałem im tak za wszystko podziękować, a to wszystko teraz poszło sie jebać - wyjaśnił mi. 
- Zayn, nie jestem tutaj żeby ci przeszkadzać, a przeciwnie. Wymyślimy coś - pocieszyłam go, łagodząc jego dłoń którą cofnął. 
- Z Paul'em sie nie da. 
- Pomogę ci.
- Nie chcę zabierać ci czasu. 
- Możemy zacząć zrobić to nawet teraz. Chodź. - wstałam od stołu.
- Ale co?
- Załatwimy to. Wszystko.
To dziwne. Ale bardzo chciałam mu pomóc i wiedziałam, że jestem do tego zdolna. Wcale nie zmienił się mój pogląd na tego chłopaka, ale było mu smutno kiedy widziałam, że On cierpi. Nienawidziłam oglądania bólu kogoś innego.


*Vivien*

- Nie wrócę z Tobą do Hiszpanii - podkreśliłam jasno, pijąc swoją słodką herbatę, a może raczej bawiąc się łyżeczką, żeby tylko nie patrzeć na mojego brata. 
- Musisz - jego nakaz spowodował, że szybko na niego spojrzałam. 
- Nic nie muszę, na pewno nie z Tobą - warknęłam cicho, aby ludzie dookoła nie byli zainteresowani naszą konwersacją.
- Vivien..
- Kim do cholery jesteś by zjawiać się tak nagle w moim życiu i rozkazywać mi wszystko co mam robić? - zacisnęłam szczękę ze złości I mocniej ścisnęłam łyżeczkę w dłoni. - Mi jest tu dobrze. I na pewno lepiej niż wszędzie indziej. Bo nie ma tu ciebie. - syknęłam.
- Viv.. Słuchaj mnie uważnie, bo nie będę się powtarzać. Dość tego ukrywania. Dość ukrywania tego kim nie jesteś. Ta cała sława, gwiazdki wokół ciebie. To nie jest twoje życie i doskonale widzę, że jesteś w nim zagubiona. Chcę ci pomóc, a nie odbierać ci świat, którego nie znasz, kochaniutka.
- Świat którego nie znam to świat w którym jesteś ty! Papierosy, alkohol, narkotyki i imprezy. Wiodę tutaj spokojnie życie i żyję. Oddycham mam się dobrze, nie choruję o co ci jeszcze chodzi?
- O to, że jesteś moją siostrą i dla twojego dobra nie pozwolę Ci tu dłużej zostać.
- Skąd możesz wiedzieć co jest dla mnie dobre, a co nie? Nie znasz mnie! - naskoczyłam na niego. 
- A co, może Harry zna Cię lepiej? - zaśmiał się ironicznie. - Ach, bo on jest taki cudowny. Chcesz tu zostać dla jego kasy czy dla jego sławy? - nie wytrzymałam i walnęłam go z otwartej dłoni w policzek.
- Skończ. - skomentowałam i wybiegłam z lokalu, gdzie za dużo ludzi nas obserwowało.
Szłam prosto przed siebie potykając się o własne nogi. Nie widziałam przed sobą nic oprócz mokrych łez, które przysłaniały mi widok.
Dlaczego płakałam? 
Byłam zbyt słaba? Byłam w zbyt popieprzonym świecie by się odnaleźć? Bałam się? 
Znalazłam jakąś pustą ławkę i przysiadłam na niej, biorąc głęboki oddech.
- Vivien?- usłyszałam jak ktoś mówi moje imię. 
- Zostaw mnie! - krzyknęłam.
Doskonale wiedziałam, że to Niall. Dlatego jeszcze bardziej byłam zdziwiona, kiedy chłopak usiadł obok mnie. Nie odzywał się do mnie przez kilka ostatnich dni, a ja wciąż szukałam jakiejś racjonalnej odpowiedzi na to, dlaczego to robi.
- Nie lubię patrzeć, kiedy taka piękna dziewczyna płacze - skomentował, a ja położyłam głowę na jego ramieniu. 
- Wrócił mój brat - powiedziałam prosto z mostu. 
- Cóż, skoro doprowadził Cię do takiego stanu, to chyba nie może nazywać się Twoim bratem.
- Ale nim jest. - pociągnęłam nosem, kiedy ten wyciągnął z kieszeni chusteczki i mi je wręczył.
- Palant, osioł.. Mogę wymieniać dalej kim jest ten człowiek. Ale na pewno nie jest twoim bratem, Viv.
- Niall.. - uniosłam głowę i spojrzałam na niego. - Przecież.. Przecież.. Dlaczego to robisz?
- Co? - spytał się.
- Przecież mnie nienawidzisz. Przecież miałeś mnie gdzieś a teraz.. Teraz jest jakoś inaczej.
- Nikt nie powiedział, że mi nie zależy - powiedział, nie tracąc ze mną kontaktu wzrokowego. 
- Nie, Niall - wstałam pospiesznie z ławki. - Nie tak ma być. 
- Nie zaprzeczyłaś.. - byłam zdezorientowana. 
- Co? - dopytywałam się o wyjaśnienia, co chciał przez to powiedzieć. 
- Nie zaprzeczyłaś, że Tobie nie zależy - powiedział, a ja odwróciłam wzrok, szukając czegoś w oddali.
- Muszę już iść. Harry na mnie czeka.. 
- Na mnie też. - wstał. - Pójdziemy razem. 
- Muszę skoczyć od sklepu. - zaczęłam wymyślać jakieś kłamstwa na poczekaniu by ten po prostu znikł.
Starłam z twarzy łzy i spojrzałam na niego z odwagą. Z odwagą, której nie było, ale w którą wierzyłam.
- Pomogę ci. - powiedział.
Kurwa.. W co ja się wpakowałam.
- Nie, Niall - powiedziałam prosto w twarz, nawet jeśli miało go to zranić jeszcze bardziej. - Idź tam gdzie masz iść, ja idę tam gdzie ja mam iść i nie wchodzimy sobie w drogę - powiedziałam jasno i ruszyłam w drugą stronę.
Ten dzień nie mógł być jeszcze gorszy. Wszystko szło nie po mojej myśli, tylko dlatego, że mojemu bratu zachciało się przyjazdu do Londynu. Zawsze mogłam powiedzieć, że gorzej być nie mogło, a jednak.. przedstawiam wszystkim mój dzisiejszy dzień.
- Nie udawaj, że nie tęsknisz za nami! - usłyszałam krzyk blondyna. - Nie udawaj, że nie tęsknisz za moimi ustami! 
Przerażona odwróciłam się w jego stronę.
- Nie udawaj, że ci nie zależy! - znowu krzyczał.
Echo jego głosu niosło się przez park, a ja oszołomiona stałam na środku i pragnęłam, aby ziemia się pode mną zapadła.
- Poczuj to. Twoje wargi na moich. - powiedział idąc w moją stronę, jednak jego głos był wystarczająco głośny by słyszeli go wszyscy ludzie wokoło. - Pamiętasz jak cię przytulałem. Pamiętasz zapach moich perfum? Pamiętasz bicie mojego serca, kiedy byłem przy tobie?
- Pamiętam, ale nie mogę wybaczyć tego, co było potem - szepnęłam przez łzy, które uniemożliwiły mi mówienie. 
- Nie chcę, żebyś przeze mnie płakała tak jak przez tego idiotę - zbliżył się do mnie, a ludzie dookoła reagowali na nas, jakby zobaczyli kosmitów. 
- Pocałuj mnie.. - poprosiłam, na co on nie czekał chwili dłużej tylko wykonał moją prośbę.


KOMENTUJCIE!
nawet jeden mały komentarz "super" mówi nam, ile osób to czyta i
czy pisać dalej historię Rose & Vivien.


mlkfrnhiugbrieungimtrpegmoiroegnriogm my Nivien feelings *_________* okej ogarnęłam się już. jak wam się podoba nowy rozdział, który jest chyba moim ulubionym, ale no cóż. takie jest życie! a w ogóle to ogarnął ktoś, że Vivien całowała się na początku rozdziału z Justin'em? 


cast ♦ trailer ♦ you
                                jeśli chcesz być informowany


CHCIAŁYŚMY WAS JESZCZE ZAPROSIĆ NA NASZE NOWE
OPOWIADANIE will-always-want-you
MAMY NADZIEJĘ, ŻE SIĘ WAM TAM SAMO SPODOBA :)